Mimo iż Białoruś formalnie zachowuje neutralność w wojnie ukraińsko-rosyjskiej, to na samym początku rosyjskiej inwazji w tym roku to właśnie z jej terytorium wychodziły ataki na Kijów.
Aleksandrowi Łukaszence, rządzącemu krajem nieprzerwanie już od prawie trzech dekad, przez długi czas udawało się balansować między Rosją a Zachodem. Potrafił na zmianę kreować się na „najwierniejszego sojusznika” Putina (co zapewniało mu dostawy taniego gazu i ropy, pozwalające utrzymać stabilność wewnętrzną) oraz nęcić Zachód symbolicznymi gestami by złagodzić lub znieść nałożone na Białoruś sankcje.
Jak zauważa politolog UW Mariusz Antonowicz, wsparcie rosyjskie wobec Łukaszenki jest ty mniejsze, im Rosja jest słabsza. Sytuacja Rosji (w tym i ta na Ukrainie) bezpośrednio odbija się na władzy w Mińsku. Z tego względu dyplomatyczny zwrot białoruskiego reżymu na Zachód, taki jak np. w 2006 i 2014 roku, jest obecnie mało prawdopodobny.
Dyrektor Biełsatu, Agnieszka Romaszewska-Guzy, zaznacza, że władza ta jest coraz bardziej negatywnie postrzegana przez naród, Białorusini zwyczajnie przestali akceptować Łukaszenkę. Zjawisko to nie tyczy się jedynie opozycji czy mińskich elit, wg Romaszewskiej Guzy nawet 70% Białorusinów chce odejścia tej władzy, tak by przestała ona swoja polityką ustawicznie zamrażać rozwój kraju i społeczeństwa.

Zobacz również:
