Dlaczego Stalin zdecydował się na mord w Katyniu

You are currently viewing Dlaczego Stalin zdecydował się na mord w Katyniu

Masowy mord ponad 20 tysięcy polskich oficerów wiosną 1940 roku w Katyniu do dziś pozostaje zarówno dla Polaków jak i dla całego świata symbolem ludobójczych zapędów bolszewizmu. Skala i metodyka likwidowania przedstawicieli elit przedwojennej Polski – oficerów, policjantów, urzędników, lekarzy, nauczycieli – poraża nawet po ponad 80 latach. Dlaczego jednak zapadła decyzja o ich śmierci? Co doprowadziło władze sowieckie do pozbycia się tych ludzi?

Aby zrozumieć czemu polscy oficerowie w czerwonej niewoli zostali wymordowani, trzeba przede wszystkim zrozumieć osobiste podejście do Polski kata i boga narodów sowieckich – samego Józefa Stalina. A było to podejście niemalże atawistycznie wrogie. Pierwszy sekretarz zapewne do końca swoich dni chował w sobie urazę do Polaków, gdyż to oni w 1920 roku za cenę własnej krwi zatrzymali pod Warszawą i Lwowem pochód rewolucji bolszewickiej na Europę. Było to wspomnienie tym bardziej bolesne, że Stalin przez swoje wygórowane ambicje sam przyczynił się do porażki Armii Czerwonej. Jako członek Rewolucyjnej Rady Wojennej Frontu Południowo Zachodniego i jego komisarz miał realny wpływ na prowadzone przez ten związek operacyjny działania – wszelkie rozkazy podejmowane przez dowódcę frontu Aleksandra Jegorowa musiały zostać zatwierdzone przez Stalina by nabrały one sprawczości. W sierpniu 1920 roku, gdy Armia Czerwona z polecenia Michaiła Tuchaczewskiego parła na Warszawę, Stalin obmyślił swój własny plan triumfalnego pochodu na Węgry i Rumunię przez Lwów. W tym celu starał się za wszelką cenę dotrzeć do miasta z pomocą 1. Armii Konnej Budionnego i ignorując rozkazy najwyższego dowództwa oraz samego Lenina nie przekazał jej Tuchaczewskiemu pod Warszawę by zabezpieczyć lewe skrzydło natarcia na polską stolicę. W efekcie kontrofensywa znad Wieprza rozgromiła front Tuchaczewskiego, a gdy Stalin zorientował się jak katastroficzny błąd popełnił i wysłał Budionnego na północny-zachód było już za późno, a przy tym Konarmia została rozniesiona na ułańskich szablach i lancach pod Komarowem.

Od tej pory w Józefie Wissarianowiczu rozwijała się swego rodzaju polonofobiczna obsesja, która siłą rzeczy przełożyła się na funkcjonowanie państwa. Państwo polskie i Polacy w ogóle byli postrzegani jako główne narzędzie globalnego reakcyjnego spisku, przyszła forpoczta faszystowskiej i kapitalistycznej inwazji na Kraj Rad. Nie ominęło to także tych, którzy w okresie międzywojennym byli obywatelami Związku Sowieckiego – w 1936 roku, gdy władza Stalina była już niepodważalna, nakazał on likwidację Polskich Rejonów Narodowych na Białorusi i Żytomierszczyźnie, ich mieszkańców zesłano do północnego Kazachstanu na niemalże pewną śmierć. Rok później podczas Wielkiej Czystki poprzez tzw. operację polską NKWD zapadł wyrok na praktycznie każdego Polaka w sowieckiej Rosji. Podole, Wołyń i Mińszczyzna spłynęły krwią naszych Rodaków. Do łagrów, więzień i zbiorowych grobów trafili nawet członkowie Komunistycznej Partii Polski chroniący się w Związku Sowieckim przed polskim wymiarem sprawiedliwości oraz Polacy w szeregach Armii Czerwonej i sowieckich służb, m.in. Adolf Warski, Józef Unszlicht czy Roman Łągwa.

Nie powinno zatem dziwić, że gdy w 1939 roku powstała możliwość unicestwienia niepodległego państwa polskiego na spółkę z III Rzeszą Hitlera, Stalin skorzystał z okazji. Na podstawie zawartego 23 sierpnia w Moskwie paktu Ribbentrop-Mołotow oraz poprawek do niego wniesionych w październiku, już po zakończeniu działań wojennych w Polsce, kraj podzielono wzdłuż linii Narwii, Bugu i Sanu. Tym sposobem wschodnie województwa II RP wraz z ich mieszkańcami (Polakami, Ukraińcami, Białorusinami i Żydami) znalazły się w granicach ZSRS. Na tym etapie już ewidentnie widać, że o istnieniu jakiejkolwiek polskiej odrębności terytorialnej czy administracyjnej nie może być mowy, w końcu państwa bałtyckie i Besarabia po aneksji stały się własnymi republikami sowieckimi, podobne plany Stalin miał wobec Finlandii, jednak krajowi tysiąca jezior udało się wybronić przed bolszewikami. Natomiast dawne tereny Polski zostały zwyczajnie włączone do sowieckiej Białorusi, Ukrainy oraz później Litwy, nie zezwolono na powstanie jakichkolwiek polskich organizacji, nawet komunistycznych.

To prowadzi nas do sedna zagadnienia katyńskiego. W wyniku kampanii wrześniowej Armia Czerwona wzięła do niewoli około ćwierć miliona żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego. Szeregowych i podoficerów w większości wypuszczono jeszcze w październiku, oficerowie zaś, jako przedstawiciele wyższych warstw społecznych, stanowili dla sowietyzmu wroga samym swoim istnieniem. Dlatego trafili do obozów w głębi Związku Sowieckiego – Ostaszkowa, Kozielska i Starobielska. NKWD próbowało werbować ich na służbę sowiecką, jednak zaledwie setka z nich się na takową zgodziła, m.in. Zygmunt Berling. Jednak poza nimi Sowieci oszczędzili tylko tych, którzy będą im przydatni, lub których indywidualni czekiści oszczędzili z różnych powodów. Profesor Stanisław Swianiewicz ocalił życie zapewne dlatego, że był wybitnym znawcą gospodarki i ekonomii hitlerowskich Niemiec, stał się więc w ten sposób doskonałym źródłem informacji dla stalinowskiego wywiadu. Podporucznik Mintowt-Czyż uniknął śmierci, gdyż oficer NKWD rozpoznał go jako towarzysza dziecięcych zabaw w Chersoniu, gdzie obaj mieszkali. Generała Jerzego Wołkowickiego uratował fakt, że w stopniu miczmana w czasie bitwy pod Cuszimą sprzeciwił się kapitulacji eskadry. Jego honorowa postawa sprawiła iż stał się legendą marynarki rosyjskiej, utrwaloną w popularnej powieści Nowikowa-Priboja „Cuszima”.

Jednak na tego typu przypadkach lista zdrajców i szczęśliwców się kończy. Na etapie wczesnej wiosny 1940 roku Stalin prawdopodobnie planował już „wyzwoleńczy marsz” przez całą Europę, licząc na to że hitlerowskie Niemcy, karmione sowieckimi surowcami, ugrzęzną na froncie zachodnim na długie lata i się wykrwawią, tak jak to miało miejsce podczas Wielkiej Wojny. Uczyniłoby to inwazję na zachód o wiele prostszą. W tych planach globalnego wręcz formatu nie było miejsca dla polskiego wojska czy Polski, ani jako odrębnego państwa satelickiego, ani jako 17. republiki sowieckiej. Związkowi Sowieckiemu nie byli potrzebni na tyłach wrogo nastawieni oficerowie z armii która nie ma prawa bytu i mieć go nie będzie i którzy w razie wojny będą potencjalną siatką konspiracyjną. Dlatego 5 marca 1940 szef NKWD Ławrientij Beria przedstawił w Biurze Politycznym partii bolszewickiej wniosek o „rozładowanie” obozów jenieckich poprzez rozstrzelanie wielotysięcznej grupy polskich funkcjonariuszy państwowych, który następnie został zatwierdzony przez Stalina i resztę biura. Czerwony satrapa z Kremla nie przewidział jednak, że Hitler zdoła podbić Danię, Norwegię, kraje Beneluksu i Francję w przeciągu niecałych trzech miesięcy, a do jesieni stosunki sowiecko-niemieckie radykalnie się ochłodzą, co dla Führera było jasną zapowiedzią dobiegania końca sojuszu rozpoczętego paktem Ribbentrop-Mołotow. Stalin jednak do samego końca tegoż aliansu nie był w stanie uwierzyć, że „austriacki kapral z wąsem” mógłby go zdradzić. Być może właśnie dlatego w głowie Berii powstała koncepcja sformowania w szeregach Armii Czerwonej polskiej dywizji pod dowództwem Zygmunta Berlinga, jako przydatnego zapasu mięsa armatniego na ewentualną wojnę z Rzeszą. 9 października 1940 roku nakazał przeniesienie polskich oficerów skłonnych do jakiejkolwiek kolaboracji z obozu w Griazowcu na Łubiankę. Cztery dni później odbyła się rozmowa z Wsiewołodem Mierkułowem, pierwszym zastępcą ludowego komisarza spraw wewnętrznych, w trakcie której na stwierdzenie Berlinga, że „mamy kadrę w obozach Starobielska i Kozielska” padła znamienna odpowiedź: „Nie, ci nie. Zrobiliśmy z nimi wielką pomyłkę.”

Jak wiemy, ostatecznie do powstania czerwonej polskiej dywizji nie doszło, przynajmniej nie w takim kształcie jak to widział Beria. O polskich jeńców dopiero w lipcu 1941 roku upomniał się rząd polski na uchodźstwie w ramach tworzenia Polskich Sił Zbrojnych w ZSRS po pakcie Sikorski-Majski. Sławetne „nie wiemy gdzie są wasi oficerowie, być może uciekli do Mandżurii” wypowiedziane przez Stalina na spotkaniu z generałami Sikorskim i Andersem w grudniu tego roku jest tragiczno-ironicznym symbolem kłamstwa katyńskiego.

Zobacz również: