Gdzie jesteś Polsko? Szukam Cię w koronie Orła Białego, w lśniących łanach zbóż, w szumie białych brzóz, w wierszu Norwida i we współczesnym utworze muzycznym Grzegorza Ciechowskiego, w pomarszczonych twarzach Rodaków na Kresach i na tablicach mogił pradziadów. Słucham opowieści ludzi starszych i wczytuję się w karty historii, w słowo pisane i żywe ludzi dbających o tożsamość, kulturę i język polski narodu wolnego od stu siedmiu lat.
W piątek, 7 listopada wyjeżdżamy jak co roku na Litwę. Będziemy podążać śladami polskich patriotów – powstańców listopadowych z 1830-31 r. oraz listopadowych z 1863-64 r. Odwiedzimy miejsca związane z noblistą Czesławem Miłoszem, a także z Marszałkiem Józefem Piłsudskim. Spotkamy się z naszymi Rodakami, polskimi harcerzami i uczniami. Weźmiemy udział w XXXI Sztafecie Niepodległości z uroczystym finałem na cmentarzu na wileńskiej Rossie.
Obszerna relacja z wyprawy po powrocie.
Na apel Fundacji Studio Wschód: Pomóżmy naszym Rodakom na Kresach, odpowiedziały dolnośląskie szkoły i parafie. Pierwszego listopada, w uroczystość Wszystkich Świętych, przy wielu cmentarzach wolontariusze Akcji Mogiłę Pradziada Ocal od Zapomnienia kwestowali na rzecz Polaków żyjących na Litwie i Ukrainie. Odwiedzający nekropolie chętnie wrzucali do puszek pieniądze – Dar Serca, okazując wrażliwość i szacunek dla tych, którym przyszło żyć z dala od ojczyzny.
Dzień Wszystkich Świętych spędziliśmy na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, jednej z najstarszych nekropolii w Europie, aby pokłonić się spoczywającym tu naszym rodakom, którzy przez wieki kształtowali to miasto. Oddaliśmy hołd Orlętom, które ponad 100 lat temu obronili Lwów. W uroczystym nabożeństwie celebrowanym przez abp Mieczysława Mokrzyckiego- metropolitę Lwowa i bp Jana Sobiłę z Zaporoża, przybyli Polacy z Kresów, konsulowie, prezesi polskich organizacji, harcerze.
Losy naszych Rodaków z Kazachstanu dokumentuje Antonina Kasonicz, która spędziła w tym kraju 65 lat. Po powrocie do Polski wydała dwie książki, w których opisuje również dzieje swojej zesłańczej rodziny
Rodzice Pani Antoniny pochodzili z Żytomierszczyzny. Zostali wywiezieni ze wsi Fedorówka w 1936 roku z maleńką córeczką Marią. Podzielili dolę tysięcy naszych rodaków, którym przyszło rozpoczynać nowe życie, w surowych stepach Kazachstanu. Antonina urodziła się we wsi Donieckoje, koło Czkałowa
Odwiedziliśmy Żytomierz, podczas Dni Kultury Polskiej i jubileuszowego, trzydziestego już, Festiwalu „Tęcza Polesia”. Nasi rodacy czekali na to święto. Jak co roku to niezwykła okazja, aby spotkać się w swoim gronie i świętować wraz z ukraińskimi sąsiadami. Co trzeci mieszkaniec ma polskie korzenie. Mimo, że po II rozbiorze te ziemie zostały włączone do Imperium Rosyjskiego, rozwijała się polska kultura i zawsze panował tu duch wolności, propagowany przez wielkich Polaków: Jarosława Dąbrowskiego, Józefa Ignacego Kraszewskiego i Ignacego Jana Paderewskiego.
Odwiedziliśmy Bohaterówkę, koło Zaporoża, w której mieszkają potomkowie zsyłanych do Kazachstanu Polaków. W 1936 roku Stalin deportował z okolic Żytomierza, Chmielnickiego i Winnicy ponad 100 tysięcy naszych rodaków. Trafili oni w kazachskie stepy. Przez 20 lat żyli pod specjalnym nadzorem, bez dokumentów, nie mogli stamtąd wyjechać. Kiedy nadarzyła się taka okazja, wielu chciało wrócić na ojcowiznę. Ale rodzinne chaty były już zajęte, albo zrujnowane. Trzeba było szukać innego miejsca.
Odwiedziliśmy ziemię kijowską, tym razem aby poszukać śladów polskiej historii. Od Unii Lubelskiej zawartej w 1569 roku, chętnie osiedlała się wokół Kijowa, drobna szlachta. Wielkie magnackie rody Koniecpolskich, Potockich, Lubomirskich, Branickich, panowały tu przez wieki, również po drugim rozbiorze, kiedy te tereny przeszły pod władanie Imperium Rosyjskiego. Pozostała wielka kulturowa spuścizna.
Wojna w Ukrainie wygnała ze swoich domów tysiące ludzi. Część z nich nie ma już dokąd wrócić. Ci, którym udało się wyjechać z terenów okupowanych, oswoili się z myślą, że stracili dorobek całego życia. Szukają bezpiecznego miejsca w swojej ojczyźnie, ale też poza jej granicami. W Ukrainie od początku rosyjskiej agresji powstały centra wolontariatu, w których pomoc znajdują dotknięci tym nieszczęściem. W Czemerowcach na Podolu, ksiądz Wasyl Demczyszyn, proboszcz greckokatolickiej parafii, otoczył opieką prawie trzysta rodzin.
Odwiedzamy Zaporoże, miasto otoczone ze wszystkich stron okupantami. Do linii frontu jest niecałe 30 kilometrów. Echa wojny w Ukrainie coraz rzadziej docierają do naszego kraju i nie budzą takich emocji jak na początku rosyjskiej agresji.. A przecież w takich miejscach, jak Zaporoże, ludzie przeżywają już od ponad trzech lat, prawdziwe dramaty. Syreny alarmowe wyją tu przez kilka, a nawet kilkanaście godzin, w ciągu doby. Niemal każdego dnia rakiety i drony atakują cywilne obiekty, niosą śmierć i ból.