Odwiedzamy Puźniki niedaleko Buczacza w obwodzie tarnopolskim, gdzie nasi rodacy mieszkali od wieków. W nocy z 12 na 13 lutego 1945 roku, sotnia Ukraińskiej Powstańczej Armii pod dowództwem Petera Chamczuka, ps. „Bystryj”, napadła na polską wieś. Zginęło prawie 100 osób. Domy zostały spalone. Ofiary pochowano w dwóch zbiorowych mogiłach. Ocaleni wyjechali do Polski i osiedlili się w Niemysłowie na Opolszczyźnie i Ratowicach koło Wrocławia. Przez kilkadziesiąt powojennych lat Puźniki żyły tylko we wspomnieniach dawnych mieszkańców.
W Ceniawie, położonej siedem kilometrów od Kołomyi, Polacy mieszkali od wieków. Ponad 120 lat temu wybudowali we wsi niewielki kościół, który przetrwał do dzisiaj. Lata II wojny światowej były trudne dla naszych rodaków z Ceniawy. Od 1944 roku banderowskie bandy, siały strach i śmierć wśród mieszkańców wsi.
Spotkania wolontariuszy Fundacji Studio Wschód po wakacyjnych akcjach stały się już tradycją. Choć od zakończenia wyprawy do północnego Kazachstanu minęło zaledwie kilka tygodni, niemal wszyscy z radością przybyli do Żychlina w ostatni sierpniowy weekend. Tegoroczny wyjazd wyjątkowo nas zintegrował. Zapewne duży wpływ miało na to nasze nastawienie: jechaliśmy do ciężkiej pracy na
polskich cmentarzach, aby spotykać się z Rodakami, którzy są dla nas przykładem patriotyzmu i przywiązania do polskości mimo trudnej historii i ciężkich warunków życia. Wiedzieliśmy też, że będziemy przebywać w miejscach szczególnie ważnych dla deportowanych przez Stalina w 1936 roku Polaków i ich potomków – między innymi w Oziornoje i na Sopce Wołyńskiej. Chcieliśmy dobrze wykorzystać ten wyjątkowy czas i dobrze wypełnić naszą misję.
Uczestniczyliśmy w Ingresie Edwarda Kawy, nowego biskupa diecezji kamieniecko-podolskiej. Poprzedni ordynariusz bp Leon Dubrawski, pełnił swoja misję ponad dwadzieścia siedem lat. Zintegrował on wokół kościoła tysiące mieszańców Podola. Jego służba przypadła na trudne czasy odradzania się diecezji, po mrocznych latach komunizmu. W Kamieńcu Podolskim nasi rodacy mieszkali już w XIV wieku. To również dzisiaj silny ośrodek polskości i katolicyzmu
Uczestniczyliśmy w obchodach sto piątej rocznicy walk pod Zadwórzem. W pobliżu stacji kolejowej w tej niewielkiej wsi koło Lwowa, 17 sierpnia 1920 roku rozegrała się jedna z najbardziej dramatycznych bitew wojny polsko – bolszewickiej. W ciągu kilku godzin zginęło ponad 300 młodych ludzi, którzy pod dowództwem kapitana Bolesława Zajączkowskiego, stawili opór dziesięciokrotnie silniejszym oddziałom Pierwszej Armii Konnej Siemiona Budionnego. Lwów został ocalony.
Polacy żyjący dzisiaj na terenie Kazachstanu rzadko przybywali tu z własnej woli. Większość z nich to potomkowie przymusowo deportowanych, podczas kilku zsyłek z obszaru dzisiejszej Ukrainy i Białorusi w latach trzydziestych ubiegłego stulecia i w czasie II wojny światowej. Wielu z nich trafiło w okolice Pawłodaru.
W Kazachskich stepach można spotkać wiele zapomnianych polskich mogił. Od dawna nie mają już swoich opiekunów. Najwięcej z nich pochodzi z czasów stalinowskich zsyłek, które rozpoczęły się w 1936 na terenie dzisiejszej Ukrainy. Z obwodów chmielnickiego, żytomierskiego i winnickiego deportowano ma nieludzką ziemię ponad sto tysięcy Polaków.
Kazachstan, odległy kraj położony w Azji Środkowej, jakże bliski Polsce przez dramatyczną historię z lat 30. i 40. XX wieku, kiedy to nasi Rodacy, masowo zsyłani byli przez władze komunistyczne z terenów radzieckiej Ukrainy na bezkresne stepy. Nakazano im mieszkać w wyznaczonych drewnianymi kołkami punktach („toczkach”), gdzie mieli sami zbudować prymitywne domy zwane ziemiankami. Z czasem numery toczek zamienili na swojsko brzmiące nazwy, np.: Oziornoje, Jasna Polana, Zielony Gaj. Te nazwy przetrwały do dziś i przypominają, że właśnie tu żyją Polacy, którzy oswoili tę nieprzyjazną ziemię, a dzięki budowie kościołów nadali jej bardziej ludzki wymiar. Takich miejsc w Północnym Kazachstanie jest wiele. My, wolontariusze Fundacji Studio Wschód, szczególnie związani jesteśmy z kilkoma z nich. I to właśnie one znalazły się na trasie naszej piątej wyprawy do tego ogromnego kraju. Pojawiły się również nowe miejscowości, do których być może powrócimy w kolejnych latach.
Już w najbliższą sobotę 12 lipca 2025 r. wylatujemy do Astany. Stamtąd czeka nas kilkugodzinna podróż przez stepy. Tak zacznie się kolejna wyprawa wolontariuszy Akcji Mogiłę Pradziada Ocal od Zapomnienia do Kazachstanu. Będzie to piąta, jednocześnie najliczniejsza grupa, jaka odwiedzi północne stepy kazachskie, gdzie od 1936 roku, w jakże tragicznych okolicznościach, zamieszkali nasi Rodacy z Kresów RP zesłani przez Stalina. Jedziemy z misją ratowania polskich cmentarzy rozsianych w stepie, miejsca spoczynku tych, którzy rozstali się z Ojczyzną na zawsze. Będziemy kontynuować prace w Oziornoje, Stepnoje, Głębokiem, Jasnej Polanie, a rozpoczniemy w Komsomolskoje.
Odwiedzamy Gródek Podolski, położonym w obwodzie chmielnickim, w którym do dzisiaj, na ulicy, można usłyszeć polski język. Od wieków miejscowość ta nazywana jest „Małą Warszawą”.