Polacy żyjący dzisiaj na terenie Kazachstanu rzadko przybywali tu z własnej woli. Większość z nich to potomkowie przymusowo deportowanych, podczas kilku zsyłek z obszaru dzisiejszej Ukrainy i Białorusi w latach trzydziestych ubiegłego stulecia i w czasie II wojny światowej. Wielu z nich trafiło w okolice Pawłodaru.
W Kazachskich stepach można spotkać wiele zapomnianych polskich mogił. Od dawna nie mają już swoich opiekunów. Najwięcej z nich pochodzi z czasów stalinowskich zsyłek, które rozpoczęły się w 1936 na terenie dzisiejszej Ukrainy. Z obwodów chmielnickiego, żytomierskiego i winnickiego deportowano ma nieludzką ziemię ponad sto tysięcy Polaków.
Kazachstan, odległy kraj położony w Azji Środkowej, jakże bliski Polsce przez dramatyczną historię z lat 30. i 40. XX wieku, kiedy to nasi Rodacy, masowo zsyłani byli przez władze komunistyczne z terenów radzieckiej Ukrainy na bezkresne stepy. Nakazano im mieszkać w wyznaczonych drewnianymi kołkami punktach („toczkach”), gdzie mieli sami zbudować prymitywne domy zwane ziemiankami. Z czasem numery toczek zamienili na swojsko brzmiące nazwy, np.: Oziornoje, Jasna Polana, Zielony Gaj. Te nazwy przetrwały do dziś i przypominają, że właśnie tu żyją Polacy, którzy oswoili tę nieprzyjazną ziemię, a dzięki budowie kościołów nadali jej bardziej ludzki wymiar. Takich miejsc w Północnym Kazachstanie jest wiele. My, wolontariusze Fundacji Studio Wschód, szczególnie związani jesteśmy z kilkoma z nich. I to właśnie one znalazły się na trasie naszej piątej wyprawy do tego ogromnego kraju. Pojawiły się również nowe miejscowości, do których być może powrócimy w kolejnych latach.
Już w najbliższą sobotę 12 lipca 2025 r. wylatujemy do Astany. Stamtąd czeka nas kilkugodzinna podróż przez stepy. Tak zacznie się kolejna wyprawa wolontariuszy Akcji Mogiłę Pradziada Ocal od Zapomnienia do Kazachstanu. Będzie to piąta, jednocześnie najliczniejsza grupa, jaka odwiedzi północne stepy kazachskie, gdzie od 1936 roku, w jakże tragicznych okolicznościach, zamieszkali nasi Rodacy z Kresów RP zesłani przez Stalina. Jedziemy z misją ratowania polskich cmentarzy rozsianych w stepie, miejsca spoczynku tych, którzy rozstali się z Ojczyzną na zawsze. Będziemy kontynuować prace w Oziornoje, Stepnoje, Głębokiem, Jasnej Polanie, a rozpoczniemy w Komsomolskoje.
Odwiedzamy Gródek Podolski, położonym w obwodzie chmielnickim, w którym do dzisiaj, na ulicy, można usłyszeć polski język. Od wieków miejscowość ta nazywana jest „Małą Warszawą”.
Odwiedziliśmy Smotrycz koło Kamieńca Podolskiego. Istnieje tam od dwudziestu lat Dom Miłosierdzia prowadzony przez księży i siostry zakonne z Polski. Powstał z inicjatywy legendarnego biskupa kamienieckiego Jana Olszańskiego, który w 1991 roku, kiedy Związek Radziecki chylił się ku upadkowi, zaprosił do swojej diecezji księży Pasjonistów, aby odrodzili, zniszczone przez sowietów, historyczne parafie i stworzyli ośrodek opieki dla najstarszych mieszkańców Podola.
Odwiedzamy Kołomyję, jedno z najstarszych kresowych miast. Prawo magdeburskie otrzymała Kołomyja od króla Kazimierza Wielkiego. Polacy pojawili się tu już w połowie XIV wieku. Trwali przez stulecia. Zostawili wiele historycznych pamiątek. Tysiące naszych rodaków opuściło Kołomyję w 1945 roku, po zakończeniu II wojny światowej.
Odwiedziliśmy Kijowszczyznę, miasteczko Kociubińskie. Kilkanaście kilometrów od stolicy Ukrainy, żyje wielu naszych Rodaków, którzy mimo wojny, nie opuścili tej ziemi. Działa tu polska organizacja, młodzież uczy się języka ojczystego, ludzie pomagają sobie nawzajem, próbując przetrwać ten dramatyczny czas.
21 maja 2025 roku Redaktor Grażyna Orłowska-Sondej, Prezes Fundacji Studio Wschód została uhonorowana przez Prezydenta RP Andrzeja Dudę odznaczeniem państwowym - Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, z okazji Dnia Pomocy Humanitarnej. Misyjna i charytatywna działalność na Wschodzie pod kierunkiem Grażyny Orłowskiej-Sondej prowadzona od trzydziestu pięciu lat wśród Rodaków w Ukrainie, w Mołdawii, na Litwie, w Kazachstanie, została zauważona i docenione przez głowę państwa.
Odwiedziliśmy okolice Odessy, gdzie wśród czarnomorskich stepów żyją nasi Rodacy, którzy zostali tu deportowani w 1951 roku z Ustrzyk Dolnych. Po zakończeniu II wojny światowej, ziemia ustrzycka znalazła się w granicach Związku Radzieckiego. Mieszkali tam Ukraińcy i Polacy. W 1951 roku na mocy decyzji Stalina nastąpiła korekta granic. W zamian za część zaburzańskiej Lubelszczyzny, gdzie znajdowały się kopalnie węgla, Polska otrzymała Ustrzyki Dolne i przyległe do nich miejscowości. Zaczęło się wysiedlanie bieszczadzkich górali do obwodu odeskiego. Wielu z nich dramatycznie przeżyło przymusową przeprowadzkę. Do dzisiaj tęsknią za rodzinną ziemią swoich przodków.